wtorek, 8 marca 2011

Ja kobieta!!

Ja kobieta to nazwa bloga. Moteczek pisząca właśnie ten blog zorganizowała wymiankę, która ma finał w Dzień kobiet
Moteczku, dziękuję za możliwość wzięcia udziału w zabawie;-)))

Otrzymałam już dawno swoja paczuszkę, cieszę się, że wreszcie mogę pokazać;-)
Prezenty dla mnie przygotowywała Ewela ,która niestety nie pokazuje w sieci swoich prac.

A teraz będzie dużo zdjęć;
















Czy tu potrzebne są jeszcze słowa?

Ewela bardzo dziękuję ;-))))

Ja wysyłałam prezenty do Violetty
Gdy będę wiedziała,że przesyłka do Niej doszła ( a powinna już jakiś czas temu)napiszę coś, pokażę zdjęcia;-)

środa, 2 marca 2011

Co jeszcze przywiozłam?

Śliczności przywiozłam;-)))

Kartkę



Notesik



Dostałam też nici.



Wełenkę wzięłam, ale potem wystraszyłam się,okrutna cienizna;-)
Gdzieś tam, głęboko w sobie mam zakodowaną świadomość z dawnych lat o tym jak trudno było cokolwiek zdobyć. Biorę teraz co dają, a że dają fajne rzeczy to dla mnie lepiej;-)

Mam już plany co z wełenki zrobię;-)))

A co ja robię, nic nowego. U mnie powtórka z rozrywki robię wózeczki i kwiatki.



Na jakimś obcojęzycznym blogu zobaczyłam myszki.



Jedną już mam, jak to myszka , kręci się w pobliżu komputera;-)
Znajdę stronę, wkleję adres;-)
Znalazłam adres strony z myszkami Tu klikajcie

Wylosowała mnie Brises.Czekam na śliczności;-)
Tylko nie mówcie mi,że ciągle coś wylosowuję... kto gra ten ma ;-)
Tez możecie próbować szczęścia. Jeszcze można zapisać się np. do mamuski73

niedziela, 27 lutego 2011

Ciąg dalszy podróży...

Oj będzie długo !!! Kto nie ma cierpliwości lub czasu niech obejrzy tylko zdjęcia ;-)))

Dzień trzeci

Rano oglądałam papiery i różne różności do scrapbokingu ( w komodzie córki)
Potem wyskoczyłyśmy do Renomy (dom towarowy). Przymierzałam ... kilka kurtek i płaszczy, troszkę spodni.. i co? i nic... niestety nie szyje się dla osób które mają 1,50 wzrostu, a ja tyle mam;-((((
Za to z torebkami jest łatwiej, można po prostu założyć krótszy pasek;-)))Taki właśnie wystaje z bocznej kieszonki.




Po południu byłam u Aneladgam.Ona już pokazała u siebie jaką śliczną puszkę dla mnie zrobiła. Teraz na mnie kolej.



a tak ją wypełniłam;-)))



zawsze mówię,że puste długo takie nie zostaje, właściwie to samo się zapełnia.

Dzień czwarty

Siedziałyśmy w domu... i tu zaczyna się to najlepsze ( oczywiście to wizyta u Magdy była najlepsza)... Córka otworzyła szafę z produktami do dekupażu.

Lakiery, farby, klej, podkład, pędzelki i serwetki... duuużo serwetek... i się zaczęło, nastąpiła pierwsza nauka dekupażu.
Oczywiście na pierwszy ogień poszły jaja. Miałam do wyboru drewniane i styropianowe. Wybrałam styropianowe, były większe;-)
Zrobiłam dwa, pierwsze z kurczakami



drugie z barankami



a że ciągle było mi mało dostałam do zdekupażowania butelkę



Spędziłam kilka dni, wypełnionych po brzegi,już teraz nie jest ważne co robiłam w którym dniu;-) Spędziłam je cudownie.

Nastąpił dzień piaty
wyjazd do domu... zaraz, zaraz , a kiedy ja byłam w Rupieciarni?

Byłam w Rupieciarni, poznałam jedną z Szefowych- Martę, Kasia na urlopie;-)

Obejrzałam anioły Delfiny i masę innych śliczności.Bardzo podobały mi się kuraki z długimi nogami i zawiązanymi kolankami. Obejrzałam portfel, pewnie skusiłabym się na zakup, zwyciężył jednak rozsądek. Nie chcę nosić pieniędzy razem z kartami.A przegródek na karty mnóstwo. Zawsze też mam sporo drobniaków i byłby problem z ich schowaniem.
Rozsądek rozsądkiem, ale i tak chciałabym taki mieć;-)))



Zrobiłyśmy zakupy...



Mam pierwsze moje akrylowe stemple, oczywiście bloczki do nich, kwiatki, ćwieki, papiery.I jeszcze zaokrąglacz brzegów.I jeszcze duży stosik kurczaczków, baranków i różnych różności... i oczywiście papiery...
Serwetek nie kupowałyśmy, wybrałam sobie sporo u Córki z jej zasobów;-).
I jak widać zakręcona jestem okropnie;-)))
Szkoda,że nie byłam we Wrocławiu w weekend poszłabym na jakieś warsztaty.

Dostałam od Marty zgodę na robienie zdjęć w sklepie;-)



taka byłam rozbiegana gdy zaczęłam zwiedzać sklep;-0



i jeszcze jedno ze sklepu



A tu jest dowód,że w Rupieciarni byłam