No i niestety na warsztatach , ani potem w domu kolczyków nie zrobiłam. Wszystko leży i czeka.
Swietłana preferuje szycie sutaszu już usztywnionego. Oj ciężko mi się szyło , igłę pogięłam, potem w domu drugą złamałam.
Na następnych warsztatach , jak zawsze w Emceku i jak zwykle ze Swietłaną i grupą Koralików bez liku znowu był sutasz ( tym razem nie usztywniany), tym razem zawieszka.
Tym razem się uparłam i zawieszka powstała, jest w niej wszystko, sutaszowe zawijaski , koraliki i w środku "kryształ" , który bardzo trudno było sfotografować.
Poszłam na całość i koralików jest w tej pracy pewnie za dużo, ale gdy zaczęłam szyć, to nie mogłam zakończyć ;-)
Tak wyglądała zawieszka, gdy zaczęłam ozdabiać ją koralikami
Doszyłam koraliki , dużo koralików
zawieszka zrobiła się przestrzenna
Dodałam łańcuszek. Gdy zakładałam na szyję przypomniało mi się, że zawieszka powinna być z tyłu podklejona .
Pisałam, że sutasz dla mnie to nowość. Tak , nowość po raz drugi. Pierwszy mój wytwór to broszka, która może być noszona jako zawieszka, robiona na warsztatach w Domu Mokoszy, gdy ten istniał jeszcze w Ustce. Więc kilka lat temu. Świetnie przygotowane warsztaty prowadziły , Kaja i Kasia
Jutro na warsztatach "Oplatanie rivoli"











