środa, 9 lipca 2014
Do Maknety dołączyłam ;-)
Byłam w Gdyni , a co za tym idzie odwiedziłam również Teatr Letni w Orłowie na plaży. Nie pamiętam, która to moja wizyta w tym teatrze, ale powróciłam tam po dwóch latach przerwy i znowu czuję niedosyt .
Jeszcze bardziej Zielona Gęś K.I.Gałczyńskiego z muzyką Grzegorza Turnaua - spektakl który bardzo się wszystkim widzom spodobał. Oklaski i śmiech rozbrzmiewały przez cały czas trwania spektaklu.
Tak wyglądała scena przed rozpoczęciem spektaklu , resztę trzeba samemu obejrzeć.
Następnego dnia okazało się,że zabrałam za mało wełenki.
Przejrzałam książki przyniesione przez siostrę z biblioteki i wybrałam jedną z nich
Ślubnego telefonicznie uprzedziłam,że wrócę dopiero wtedy gdy ją przeczytam.
600 stron pochłonęłam przez dwa dni i troszkę jeszcze jednego. Warto było nie robić nic tylko czytać i czytać, bo książka warta tego a ja dawno już tak "intensywnie" nie czytałam.
Cudnie leniuchowałam !
Od wielu już tygodni u Maknety trwa wspólne czytanie i dzierganie.
I ja do niej dzisiaj dołączyłam !
piątek, 4 lipca 2014
Sukienka się robi !
Pewnie gdyby sama się robiła byłoby jej juz więcej.
Zapakowałam, zabrałam na urlop i w ciągu dwóch tygodni zrobiłam 3 może cztery rzędy.
Robię od góry przód i tył od razu. Na razie mam ok 5 cm poniżej pachy.
Potem tylko zszyć boki , uszyć podszewkę i gotowe. Może na przyszłe lato się wyrobię .
Jutro jadę do Gdyni , na trzy dni robótka pójdzie w odstawkę. Ze sobą wezmę szydełko , kilka afrykańskich kwiatków na pewno zrobię.
Wieczorem w sobotę idę z siostrą do Teatru na Plaży. Juz kilka sezonów na niczym tam nie byłam. Jutro zapowiada się piękny sobotni wieczór.
Zapakowałam, zabrałam na urlop i w ciągu dwóch tygodni zrobiłam 3 może cztery rzędy.
Robię od góry przód i tył od razu. Na razie mam ok 5 cm poniżej pachy.
Potem tylko zszyć boki , uszyć podszewkę i gotowe. Może na przyszłe lato się wyrobię .
![]() |
| kolor trafiony prawie w dychę |
![]() | |||
Wieczorem w sobotę idę z siostrą do Teatru na Plaży. Juz kilka sezonów na niczym tam nie byłam. Jutro zapowiada się piękny sobotni wieczór.
środa, 2 lipca 2014
Deszczowy Wrocław.
We Wrocławiu byłam trzy dni z kawałkiem. Prawie cały czas padało.
Jednak na rynek pojechaliśmy. Wypiłam piwo pszeniczne w Spiżu. Piwo pyszne, ale pajdka chleba ze smalcem ... Tylko gdzie ten smalec ? po ugryzieniu złożonej na pół małej kromki chleba już więcej smalcu nie znalazłam. Reszta nadawała się dla gołębi lub wróbelków. Po raz pierwszy zjadłam kęs chleba za 5 zł.
Zrobiłam zdjęcie krasnoludkom , które po raz pierwszy widziałam.
Wpadłam do pasmanterii
Zakupów nie zrobiłam, ale pasmanterię poznałam od zaplecza , wypiłam pyszną kawkę .
Jak widać na zdjęciu poznałam Kankankę, wiecznie uśmiechniętą dziewczynę ,czująca się wśród pasmanteryjnych dodatków jak ryba w wodzie i umiejącą doradzić swoim klientkom. Wiem, bo nieprzyzwoicie zasiedziałam się u Ani i Joli. Chwilami nawet czułam, że przeszkadzam w pracy, ale trudno było mi stamtąd wyjść ;-)
Aniu życzę Ci dużo klientów, ja chciałabym mieć taką pasmanterię w pobliżu jak Twoja, mimo że kocurka i kotka nie miałaś ;-)
Serdecznie Was dziewczyny pozdrawiam. Aniu, Jolu dziękuje za miłe przyjęcie !
U Córki znalazłam stos gazetek - beading, po polsku i nie tylko . Oglądanie wciągnęło mnie - wszystko o koralikach, wszystko o biżuterii z nich zrobionej coraz bardziej podobało mi się.
Wydawało mi się, że zaczynam już schematy rozumieć i wtedy Córka zaproponowała mi żebym coś zrobiła.
To coś okazało się kolczykami . I to nie takimi prostymi tylko przestrzennymi , z różnej wielkości koralików.
Kolczyki jeszcze niedokończone, a ja żałuję, że człowiek nie posiada tylko jednego ucha.
Wypleść bowiem dwa dokładnie takie same kolczyki nie jest łatwo. Trzeba bardzo dokładnie ściągać nitkę (taka specjalna do szycia koralików), ja tak się starałam,że urywałam ją.
Może przy kolejnej parze zmienię zdanie :-)
Jednak na rynek pojechaliśmy. Wypiłam piwo pszeniczne w Spiżu. Piwo pyszne, ale pajdka chleba ze smalcem ... Tylko gdzie ten smalec ? po ugryzieniu złożonej na pół małej kromki chleba już więcej smalcu nie znalazłam. Reszta nadawała się dla gołębi lub wróbelków. Po raz pierwszy zjadłam kęs chleba za 5 zł.
Zrobiłam zdjęcie krasnoludkom , które po raz pierwszy widziałam.
Wpadłam do pasmanterii
Zakupów nie zrobiłam, ale pasmanterię poznałam od zaplecza , wypiłam pyszną kawkę .
Jak widać na zdjęciu poznałam Kankankę, wiecznie uśmiechniętą dziewczynę ,czująca się wśród pasmanteryjnych dodatków jak ryba w wodzie i umiejącą doradzić swoim klientkom. Wiem, bo nieprzyzwoicie zasiedziałam się u Ani i Joli. Chwilami nawet czułam, że przeszkadzam w pracy, ale trudno było mi stamtąd wyjść ;-)
Aniu życzę Ci dużo klientów, ja chciałabym mieć taką pasmanterię w pobliżu jak Twoja, mimo że kocurka i kotka nie miałaś ;-)
Serdecznie Was dziewczyny pozdrawiam. Aniu, Jolu dziękuje za miłe przyjęcie !
U Córki znalazłam stos gazetek - beading, po polsku i nie tylko . Oglądanie wciągnęło mnie - wszystko o koralikach, wszystko o biżuterii z nich zrobionej coraz bardziej podobało mi się.
Wydawało mi się, że zaczynam już schematy rozumieć i wtedy Córka zaproponowała mi żebym coś zrobiła.
To coś okazało się kolczykami . I to nie takimi prostymi tylko przestrzennymi , z różnej wielkości koralików.
Kolczyki jeszcze niedokończone, a ja żałuję, że człowiek nie posiada tylko jednego ucha.
Wypleść bowiem dwa dokładnie takie same kolczyki nie jest łatwo. Trzeba bardzo dokładnie ściągać nitkę (taka specjalna do szycia koralików), ja tak się starałam,że urywałam ją.
Może przy kolejnej parze zmienię zdanie :-)
Etykiety:
biżuteria,
koraliki,
moje wędrowanie,
spotkania blogerek w realu
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.

