Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kołowrotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kołowrotek. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2019

Wracam do żywych.

Tak właściwie to wracam do blogowania i papierów. We wrześniu nie zrobiłam jeszcze ani jednej kartki.
 No cóż, nie chciało mi się.
Na ostatnim weekendowym wyjeździe pozbyłam się wszystkich kartek świątecznych, trochę rozdałam, trochę sprzedałam :-)
Zaczynam więc od zera, a potrzebuję co najmniej 35-40 kartek.

W sobotę pojechałyśmy z koleżankami do Ani i jej Glinianej zagrody w Czystej. Koleżanka zaprosiła nas na grilla i warsztaty. Pobawiłam się w glinie. Zrobiłam tylko drobiazgi na kolczyki, fajnie się gadało.
Wieczór i noc spędziłyśmy w Retowie w zagrodzie agroturystycznej Retrodom
Iwona ugościła nas cudownie. 

A wszystko to związane było z  tym, 
że zostałyśmy zaproszone przez członkinie Stowarzyszenia Słowiniec do udziału w Festiwalu Słowińskiego dzieła, który odbył się niedzielę  w Smołdzinie.
Oj działo się działo, my przędłyśmy.

Jakiś czas temu zrobiłam dla koleżanki wg jej pomysłu ramkę na pieniądze. Nie mam jej zdjęcia, ale pieniądze przeznaczone były na wycieczkę do Paryża.
Wczoraj dokończyłam następną ramkę, dla przyszłej emerytki. Za bardzo nie mogłam poszaleć, bo ramka też była prezentem i nie mogłam nic na nią naklejać.


Pieniądze które włożyłam w ramkę nie są prawdziwe :-) będą wymienione.

Bardzo wszystkim dziękuję za komentarze.
Pobyt w Trzęsaczu na warsztatach u Cynki jest nie do zapomnienia.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Drugie skarpetki.

Został mi spory kłębuszek przędzonej przeze mnie cieniutkiej wielokolorowej wełenki. Dodałam drugi  kłębek białej (koloru owczego ;) , nie z mojego przędzenia wełenki i zrobiłam następne skarpetki.



 Pokazałam kilka zdjęć skarpetek w trakcie dziergania, bo na nich widać jak wielokolorowa jest ta wełenka.


Pewnie nie powinnam chwalić się "stojącymi" skarpetkami, ale co tam ;-)


Zrobiłam je na troszkę za małych drutach i wyszły takie bardziej ścisłe.
Też troszkę podgryzają, ale jak w nich ciepło.


Zima mi nie straszna ;-)

czwartek, 28 września 2017

Skarpetki.

Przędę i przędę a skarpetki zrobiłam z kupionych nici.
Wyjaśnieniem może być informacja, że wszystkie w grupie swołowskiej robiłyśmy  skarpetki z kupionej wełenki.
Początek skarpetek już pokazywałam tu klikaj. Dzisiaj miałam dzień wolny od przędzenia i po powrocie od kosmetyczki dokończyłam skarpetki.

w skarpetkach jest cieplutko w stopy

pięta jest robiona podwójnie, nauczyłam się tego na warsztatach

spuszczanie na paluszki zrobiłam wg mojego przetestowanego już niejeden raz sposobu

Koleżanka podrzuciła mi wczoraj wełenkę skarpetkową, powstanie więc ich więcej ;-)
Będę jednak robiła od palców i na  drutach na żyłce.

Pisałam o dniu wolnym od przędzenia, bo w związku z Światowym Dniem Przędzenia przędłyśmy przez kilka dni w różnych punktach Słupska. Ja przędłam w poniedziałek na ul Wojska Polskiego, we wtorek w bibliotece, dla pierwszaków i w środę na tarasie przed Emcekiem. Inne dziewczyny przędły jeszcze w czwartek i w piątek. Ja w tym czasie byłam jeszcze na wycieczce, kiedyś o niej napiszę.
Wczoraj przędłam na kołowrotu, bo przędzenie na wrzecionie jest wolniejsze.


To jest zdjęcie z przędzenia na ul Wojska Polskiego. Wygląda,że nikogo oprócz mnie nie ma, ale to przypadek, bo miałyśmy całkiem sporą widownię.

sobota, 23 września 2017

Prządka.

Ta prządka to nie ja , to Ela Reglińska.
Ela prowadzi  warsztaty w Swołowie.
Wszyscy już chyba wiedzą, że ja tam z ochotą już drugi rok na warsztaty uczęszczam.
Dzisiaj dostałyśmy stos wełny.
to jest czubek stosu, który otrzymałyśmy i tylko część kolorów

Ela opowiedziała nam o zestawianiu kolorów i pokazała książkę którą możemy się posiłkować.


Potem same komponowałyśmy różnokolorowe zestawy, czasami wcale nie zaglądając do książki. Ja prawdę mówiąc poszłam na żywioł ;-)

Tę wełnę przędłam na wrzecionie ,
tę zaś na kołowrotku.
 Taki nieduży kłębuszek uprzędłam przy pomocy koleżanki, ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa. Czyżbym jeszcze czuła zmęczenie po wycieczce ? Wróciłam do domu przed 22.00 a już o 10.00 dnia następnego byłam na warsztatach.



Ja prząśniczką nie będę, kołowrotka sobie nie kupię, ale to co zdziałałam dzisiaj spodobało mi się bardzo.
Przyniosłam troszkę czesanki do do domu  i oglądając nagrane w ciągu mojej nieobecności programy przędłam na wrzecionie.

Troszeczkę uprzędłam.

wtorek, 5 września 2017

Przędzenie w Swołowie

Z radością podążyłam na niedzielne warsztaty do Swołowa.
Zapowiedź tych warsztatów (klikaj na fb) była bardzo zachęcająca, wszystkie czekałyśmy na te dni z zaciekawieniem.
Dzień pierwszy musiałam niestety opuścić , ale możecie obejrzeć zdjęcia na fb.
Zazdroszczę dziewczynom, ale cóż siła wyższa.

Koleżanki ufarbowały uprzędzoną przeze mnie wełnę.


Niedziela , mimo że deszczowa była dniem pełnym wrażeń, zapomniałam nawet spytać w jakim barwniku  ufarbowały moją wełnę ;-) 

To oczywiście nie jest ten kolor, oryginalny jest o niebo ładniejszy!
Moje zdjęcia nie są tak ładne jak te na fb robione przez Magdę, ale też wrzucę kilka.



Naturalne barwniki


Takich garnków było kilka; nawłoć, koszenila , wymieniać można długo. Możecie zajrzeć  na Mo-naturalnie i poczytać sobie o różnych barwnikach ;-)

Farbowanie indygo odbyło się w szopie , ja ufarbowałam mój kapelusz, który na wcześniejszych warsztatach sama ufilcowałam .
 Taki będę nosić !

nie wyglądał tak ładnie po wyjęciu z farby, dopiero na powietrzu kolor się utleniał i bardzo zmienił.


Farbowałyśmy różne rzeczy , len wełnę a nawet sztuczne włókna.

Zajęcia z osobą, która ma dużo do przekazania i umie to robić to ogromna przyjemność.
Kilka godzin spędzonych na warsztatach to nie tylko zajęcia praktyczne,ale również  opowieści i wspomnienia z podróży bliższych i dalszych (nawet do krainy łowców głów) , różnych wystaw i konferencji.

niedziela, 9 lipca 2017

II dzień z kołowrotkiem.

Dzisiaj była możliwość zakupienia wrzeciona, oczywiście kupiłam jedno ( jedno, bo po co mi więcej?).
Po powrocie do domu wypróbowałam je i powstał taki malutki kłębuszek wełenki.



Jak widać wełenka jest wielokolorowa i nie jest to wełna farbowana.

Dzisiaj naszymi mistrzyniami były  Bożena Budzeń i Magdalena Lesiecka.
Magdę już znacie - to pomysłodawczyni projektu, który realizujemy.
Pani Bożena to mistrzyni w przędzeniu i tkaniu.



Wełnę na chodniczki i bieżniki przedzie na elektrycznym krośnie


Na tradycyjnym spod jej ręki wychodzi niteczka jak pajęczyna.
Panią Bożenę Budzeń można spotkać w Muzeum w Klukach w sklepiku z pamiątkami.


Przędzenie sprzyja pogaduszkom, na zdjęciu powyżej widać jak rozmawiam o jadalnych chwastach. Ta dziewczyna wie o nich prawie wszystko.Jest ich ogromna ilość.
Jak widać znowu część spotkania spędziłyśmy na podwórku. Byłyśmy dodatkową atrakcją dla osób odwiedzających muzeum.

Zawsze przynosimy coś smacznego do zjedzenia, tym razem zrobiłyśmy pizzę.   Pieczona była w piecu chlebowym.
Była pyszna!!

Wracając ze Swołowa wpadłyśmy do koleżanki z warsztatów,do Świerkowego zakątka. Cudne miejsce, cisza, dużo zieleni, przytulne domki. Do takiego zakątka wpadłabym na dzień, dwa.

sobota, 8 lipca 2017

Przędzenie

 W muzeum w Swołowie rozpoczął się nowy projekt - Dwa światy jedna nić.

Udało mi się jestem uczestniczką zajęć.
Z powodu wyjazdu nie byłam na praniu wełny, ale dla mnie to za duży wysiłek i niewygodna pozycja. Nie żałuję nieobecności.
Dzisiaj byłam na spotkaniu po raz pierwszy. Już wiem, że uda mi się moją nieobecność chociaż w części nadrobić. Najwyżej wezmę korepetycje, bo w ramach spotkania folklorystycznego „Na Świętego Marcina Najlepsza Pomorska Gęsina” damy popis naszych umiejętności. Nie mogę odstawać od grupy.
Oj będzie się działo .

Jestem zmęczona, wrzucę więc tylko kilka zdjęć, jutro znowu na 6-7 godzin idę na przędzenie i gręplowanie.


Zaraz po przyjeździe usiadłam by przygotować sobie wełnę do przędzenia.


Była piękna pogoda, więc część czasu spędziłyśmy na podwórku . Byłyśmy dodatkową atrakcją dla odwiedzających muzeum..



autorka projektu Magdalena Lesiecka
 

Podoba mi się ta "robota" ;-)

O narzędziach potrzebnych prządce napisała  Yadis, wpadnijcie i poczytajcie, jeżeli was to interesuje ;-)

Dzisiaj miało być o wrocławskich warsztatach . Napiszę o nich w poniedziałek.

niedziela, 15 stycznia 2017

Warsztaty, wystawa.


Przez cały zeszły rok, z  wakacyjną przerwą  w Muzeum w Swołowie trwały warsztaty pod hasłem "Od stóp do głów", brałam w nich z małymi wyjątkami udział.

 21 stycznia we Swołowie będzie otwarta wystawa z naszymi pracami.
Obiecałam, że część prac na nią dostarczę.

Styczeń -   filcowane kapcie 


Luty- tkanie szala


Marzec-  „Zapaski i fartuchy” - warsztaty krawieckie


Kwiecień- koszula bliska ciału - hafty kaszubski a dokładnie  krzyżykowy i słupski.



Maj -   mereżka - nie byłam na tych warsztatach, bo wcześniej uczestniczyłam na warsztatach w Muzeum w Słupsku
tkanie krajek na bardku


Czerwiec - filcowanie kapeluszy  -



lipiec, sierpień -  przerwa wakacyjna, w tym czasie trwały spotkania z dziećmi  na warsztatach "Od stóp do łów, ubrani w tradycję"

Wrzesień i październik, to miesiące warsztatów, które opuściłam, niestety szydełko i druty to coś czego mój bark wtedy nie znosił ( byłam po operacji barku)

Chustę szydełkową taką samą jak robiona na warsztatach dostałam od koleżanki, Agato jeszcze raz dziękuję!

Listopad -  broszka z koralików . tej broszki już nie mam, dałam siostrze



grudzień - jarmarczne korale - na tych warsztatach też nie byłam i bardzo żałuję ;-(

W związku z wystawą po warsztatową koniecznie musiałam wyciągnąć moje nie dokończone prace i doprowadzić do stanu w którym mogłabym je komuś pokazać.
Myśl, że moja krajka, kapelusz i inne będą leżeć na wystawie doprowadza mnie do bólu głowy.
Moje prace powinny się znaleźć w osobnym dziale wystawy np - niedokończone prace, lub pierwsze próby. Np na filcowanie odważyłam się , bo warsztaty odbywały przed moim zabiegiem. Prace są jeszcze niedokończone. Tkanie krajki potraktowałam jako świetną przygodę i mile spotkanie.Już nie będę tkała, bardko też nie zakupię ;-)
Ostatnie spotkanie mamy 21 stycznia, zrobię wtedy zdjęcia z wystawy.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Kołowrotek , przędzenie !

Wiadomo,że dawniej tkanie odbywało się po uprzędzeniu  i ufarbowaniu wełny. Obejrzałyśmy świetny film . Bohaterkami były starsze panie, które omówiły cały proces tkania i pokazały tkanie po uprzednim złożeniu krosna. Oj, nie było to łatwe.
Widziałyśmy też  farbowania uprzędzonej wełny. Spodobały mi się nazwy kolorów np. kapuściany .

Jak przędzenie, to oczywiście musiałyśmy ( bardzo chciałyśmy ) usiąść przy kołowrotku.


Pobieram nauki u pani etnograf Magdaleny  Lesieckiej


Nauczyłam się prowadzić kołowrotek w jedną stronę ;-)



A to jeszcze zdjęcie pozowane , nie wiedziałam, że uda mi się wgrać film .