minął dzień

Minął dzień

środa, 24 lipca 2013

Wszędzie mozna dziergać,

wszędzie można znaleźć zwolenników rękodzieła .

Ja nad jeziorem Domowym Małym robiłam drobiazgi dla dziewczyn biorących udział w zabawie "podaj dalej".
Byłam jedyną dziergającą, wzbudzałam ogólna ciekawość, zwłaszcza  że robiłam na 6 drutach.
Rozumiecie,że nie mam co pokazać ;-)

W Szczytnie zakwaterowani byliśmy w policyjnym Domu Studenta. To taki dodatkowy ich dom. Warunki mieliśmy bardzo spartańskie. Np jedna wspólna łazienka dla pań i panów. Jednak te nasze pokoje miały dwie ogromne zalety; były tanie i były baaaardzo blisko rynku.  Przez otwarte okno długo w noc, słychać było bardzo wyraźnie występujące zespoły i solistów.
Na koncercie poświęconym Klenczonowi (pochodzi ze Szczytna) byłam. Stałam nawet tuż pod sceną, bo było zimno, a w tłumnie zawsze przyjemniej ;-) Występu zespołu Bajm słuchaliśmy przez okno.
Nie omieszkałam zrobić sobie zdjęcia z Klenczonem.


Otrzymaliśmy identyfikatory, by móc wjechać na tereny zamknięte dla ruchu ( my z tego nie skorzystaliśmy).
Organizatorzy zapewnili nam też jedzonko po zniżkowych cenach w restauracji Zacisze.
By z tego rabatu skorzystać trzeba bylo pokazać, oprócz identyfikatora taką łódeczkę (patrz niżej)

Jednak najlepszy posiłek zjedliśmy w Pizzerii DI-NARO. Pizza była smaczna!!!


Na dziedzińcu zamkowym trwały gry i zabawy organizowane przez bractwo rycerskie.


Dużo sie działo, wrzuciłam tylko kilka zdjęć, ku pamięci ;-)
Trzydniową prawie zabawę zapoczątkowało oddanie władzy Jurandowi, który ze swoja świtą wjechał do miasta.
Były jeszcze zabawy i konkursy dla dzieci,zawody sportowe, zawody służb mundurowych (policja i straż pożarna), występy  różnych zespołów np ludowe i kapeli straży pożarnej, fajerwerki nocą, stoiska z różnościami i smacznym jedzonkiem. Niestety było mało rękodzieła.

Dla nieorientujących się dodam,że pojechałam do Szczytna ze Ślubnym, który sędziował regaty modeli jachtów żaglowych sterowanych radiem. Ja byłam "gościem regat".
Do Szczytna jeszcze wrócę, pewnie za rok !

18 komentarzy:

  1. Do poprzedniego wpisu:
    Tez lubię takie rzeźby oglądać.
    A w Słupsku tez jest sporo rzeźb tylko z innego materiału. Za to w Łodzi sa pomniki także z odlane:-). Kiedys byc moze unieszczę je na swoim blogu. Nie obiecuje:-(, bo nie wiem kiedy.

    OdpowiedzUsuń
  2. świetna impreza, a rękodzieło Twoje fajnie się zaprezentowało- zwłaszcza z tymi sześcioma drutami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Basiu a kiedy Ty do domu wracasz? Kawowo-herbaciana paczka od kociego teamu Ci przepadnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w domu od wczoraj ;-)

      Usuń
    2. To mamy nadzieję że listonosz się nie zagubił :)

      Usuń
  4. No a ja siedziałam z pięcioma drutami na basenie...Dziecię pływało,a ja robiłam skarpety zerkając na Jej postępy.Patrzono na mnie jak na dziwaczkę ;)hihihi

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do warunków ...jak się czasy zmieniają szybko i dobrze:):Kiedyś tylko przebywaliśmy w takich warunkach..kto tam marzył o pokoju a łazienką???? Pewnie,że lepiej, wygodniej jest teraz ale za to mamy co wspominać!!! Np, kolonie i spanie na wielkiej szkolnej sali:):)
    Miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa wycieczka była muszę się jakoś zmobilizować mą rodzinkę na taki wypad bo nigdy tam nie byłam a miejsca ciekawe Maria:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny wyjazd miałaś :) bardzo lubię wszelkiego rodzaju imprezy rycerskie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam piosenki Klenczona, ależ zazdroszczę !
    a to prawda można dziergać i haftować dosłownie wszędzie, takie podręczne hobby:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie byłam w Szczytnie, pomimo spartańskich warunków noclegowych, cieszę się, że się podobało :))
    ps. zapraszam Cię przy okazji do mnie na Drewniane Candy :) Pozdrowienia ciepłe!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały wyjazd, Klenczona sama bym posłuchała, choć to podobno nie mojej daty muzyka. Bzdura! Podziwiam Cię za umiejętność łączenia odpoczynku z robótkowymi pracami, choć tak na prawdę, jak się lubi to robić to czysta przyjemność. Ja nie porywam się z decoupage na Mazury, ale mam ciche marzenie zabrać szydełko i coś podłubać, coby sobie przypomnieć. Może przy odrobinie szczęścia uda mi się spotkać jakąś artystyczną duszyczkę i nauczyć czegoś nowego?! Pozdrawiam Cię serdecznie i męża tym samym też - ciekawa sprawa takie sędziowanie, a i te regaty... ach!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały wypad:) A robić rzeczywiście można wszędzie ale też prawie zawsze wzbudza się małą sensację:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna przygoda:)My chyba wszystkie nie ruszamy się z domu bez przyborów do rękodzieła:)To takie zboczenie rękodzielnicze ...hi, hi, hi... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na sześciu drutach?? Nawet o tym nie słyszałam a co dopiero zobaczyć :)
    Miło, że wyjazd Państwa udany i pogoda dopisała. Jak tak patrze na zdjęcia to raczej nie poznałabym Pani, jak kameleon - pozytywnie oczywiście, bo przecież kobieta zmienną jest, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Basieńko na 5 tak , ale 6 nie próbowałam , widać ,że się nie nudzisz i wyjazdu tylko pozazdrościć pozdrawiam Dusia [ fajna z Ciebie babka]

    OdpowiedzUsuń
  15. Widać na fotach, że było super:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny pomysł na wypoczynek:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń