e

Minął dzień

piątek, 30 sierpnia 2013

Znowu dostałam!

Ale mi głupio ;-(
Ja ostatnio nie mam co pokazać. A wciąż coś robię.
Moje wpisy to chwalenie się co dostałam i informacje o rozdawnictwie.

Dzisiaj znowu się chwalę.

U Biety wylosowałam serwetę. ( zostałam wylosowana, jako osoba z fb .)

Nie taką , jaką mogłabym sobie zrobić szydełkiem, ale zrobioną na drutach.
Z nici jak pajęczynka.
Mam owalny stół (120 na 80 cm), a serweta jest właśnie wielkości blatu.
Oprócz serwety dostałam mulinę, kartony (papiery), kawki i widokówkę !

Pewnie czas już na zdjęcia ?
Proszę bardzo!





Cudeńko, prawda?
Elka , dziękuję bardzo!

środa, 28 sierpnia 2013

Cudne Maleństwo i książkę dostałam !!!

Malo mi wygranych na blogach biorę również udział w rozdawajkach na fb ;-)))

Ostatnio wylosowała mnie Kica Bijoux i ekspresowo otrzymałam takie cudo ;-)

Oczywiście powinnam zrobić zdjęcie przed rozpakowaniem  prezentu !

 Ale czy kobieta myśli o tym otwierając opakowanie biżuterii ?
Maleństwo pięknie wygląda na szyi, ale zrobiłam zdjęcie na dłoni, teraz widać wielkość .

Bardzo, bardzo dziękuję!

Na trzy tygodnie od Wiolinki przywędrowała do mnie  książka ( w ramach zabawy "Książki, które wędrują")

To taki post - chwalę się i informuję ;-)
Czekam jeszcze na kilka przesyłek, lubię czekanie !

Małpki, małpeczki i porządki ;-)

Trzeba od czasu do czasu zrobic porządki w przydasiach ;-)
Otworzyłam kolejny pojemnik, by poukładać nici i wstążeczki.

 Na wierzchu leżała małpka bez twarzy

Przestałam myśleć o porządkach, już nie były ważne.
 Po jakimś czasie na buźki czekały dwie małpki , zrobiłam bowiem jeszcze jedną ;-)


Widać kawałek mojej nowej robótki ;-)

Nitka Bez Końca i Magdalena Buraczewska-Świątek chcą sprawdzać co się u mnie dzieje.
Ja spędziłam sporo czasu, podziwiając  prace na Ich blogach.
Witajcie !

wtorek, 27 sierpnia 2013

Urodziny Agaterii

 Agateria obchodzi drugie urodziny - wszystkiego najlepszego!
z tej okazji trwa Hop zabawa (Blog hop)



 Poskakałam i   utworzyłam hasło!

Dziś Agaterii są urodziny
Więc je hucznie obchodzimy
Będą konkursy i zabawa
Stempelków darmowa dostawa
To nie koniec przyjemności
Będzie niespodzianka dla naszych gości
W nowym miejscu się spotkamy
Do STEMPLOMANII wszystkich zapraszamy

Jeżeli macie ochotę również się pobawić  zacznijcie TU

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

środa, 21 sierpnia 2013

Znowu papiery !

Dołączcie się , zapiszcie się!
 W Scrap&Me rozdawajki papierowe trwają!

Oto pierwsza

Explosion Of Freshness... CANDY :)

i jeszcze jedna

Dreams Come True ..... i candy :))))

 

Trampeczki!

Takich bucików  zrobiłam już kilka par. Szydełkowanie tym razem doprowadzało mnie do białej gorączki.
Robiłam i prułam i znowu robiłam.


Po kilku próbach udało mi się zrobić dwa prawie takie same trampeczki ;-)


Odkładam na bok prace dla Maluszka. Może jeszcze kiedyś...
Wracam do kwadracików babuni.


Maria Wicher  cOto.patchwork 
dołączyły do grona osób podglądających mnie.Witajcie!
Mieszało się coś ostatnio w spisie osób obserwujących, mam nadzieję,że nic nie pomyliłam ;-)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Candy w Studio75

Candy "Rozalia w ogrodzie" 

 

Z okazji premiery nowej kolekcji papierów "Rozalia w ogrodzie" Studio 75 ogłosiło candy.

W Słupsku.

Nie zawsze moje wędrowanie jest dalekie, wczoraj około 10.30 wsiedliśmy w autobus miejski i pojechaliśmy na Plac Zwycięstwa koło ratusza.
Na codzień jest to duży parking, w sobotę i w niedzielę,stały tam stragany, dwie estrady. Kręciło się sporo osób, nawet o tak wczesnej porze.
W sobotę w Słupsku było Święto Ryby , w niedzielę Dzień  Dwumiasta, oj działo się działo.
Byłam  jeszcze troszkę zmęczona po  wędrówce na półwysep i na wieczorne  wydarzenie jakim był spektakl "Skrzypek  na dachu" nie wybieraliśmy się . Dlatego taka wczesna pora naszej wizyty na jarmarku.

scena już czeka na wykonawców
 
Część straganów była jeszcze zamknięta, część nas nie interesowała. Zwłaszcza te z  zabawkami dla dzieci.
Niektóre się właśnie otwierały.

tutaj można było zaopatrzyć się w monety i podkowy z własnym imieniem
Przy stoiskach z jedzonkiem ustawiały się mniejsze lub większe kolejki. Jednak najtłoczniej i najmilej było przy stoisku z flaczkami  i gulaszem z podrobów.
Dania do degustacji  serwowane były  przez bardzo miłą obsługę stoiska .

 Oczywiście miła rozmowa zakończyla sie zakupem.
Lubię mieć takie gotowe dania w lodówce, na szybki obiad po jakiejś wędrówce.

Jeszcze kilka straganów przyciągnęło mój wzrok.
przy stoisku z miodem mało jeszcze było ludzi, ale na chlebek ze smalcem już byli chętni ;-)
Latem wciąż się coś dzieje.
Już niedługo wrzesień i zaczną się dożynki ;-)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Mała czapeczka!

Moja bratowa poprosiła mnie o zrobienie czapeczki dla noworodka.
Nie miała to być taka zwykła czapeczka , ale pasująca do tego sweterka.


Sweterek ten zrobiła mama mojej bratowej pewnie ze 30 lat temu dla swojego wnuka. Był w komplecie z czapeczką, która niestety gdzieś się zapodziała.
Niedługo rodzi się pierwsze  dziecko  następnego pokolenia i moim zadaniem było dorobienie czapeczki.
Wzór łatwy, nie było trudno go odrobić. I na tym skończyła się ta łatwa część pracy.
Ja takich maleństw nie robiłam już kilkadziesiąt lat. ( pewnie ze 35)
Jak wygląda taka mała czapeczka? Jaka mała powinna być?
Jak dobrać kolor wełenki do sweterka z przeszłością. Bałam się go wybielać, bo co będzie jeżeli się zniszczy, jeżeli wybielacz zaszkodzi Maleństwu ?
Mała czapka, a tyle pytań.


Jak widać czapeczkę wykończyłam w ząbek ;-)
Wiązanie zrobiłam z dwóch oczek na drutach. Robiłam na okrągło,na dwóch krótkich drutach.Zakończenie jest z czterech oczek.
Nie wiem już ,czy to gdzieś widziałam,czy sama wymyśliłam, ale sznureczki takie robię szybciej niż na laleczce.

Troszkę wełenki dla maluszków kupiłam, więc pewnie jeszcze coś zrobię ;-)

Grono obserwatorów znowu się powiększyło.
Serdecznie witam: Agu-się i Marapuamę!

Ato, spodobała  mi się twoja charakterystyka Jastarni, Juraty i Helu. Zgadzam się z Tobą  w 100 %
Ja nad morze na plażę latem nie pójdę, nie lubię plażowania, mimo że wiele lat mieszkałam w Ustce .

sobota, 17 sierpnia 2013

Tłok, ścisk, korki, Jastarnia .

Pomyliłam się  niedawno i Jarosławiec nazwałam Jastarnią ;-)
 Ślubny postanowił, że trzeba to jakoś naprawić i dzisiaj pojechaliśmy na półwysep helski.
Zjechaliśmy w Redzie na drogę na półwysep i zaczęła się jazda. Najpierw w miarę szybko, potem coraz wolniej.
Po dojechaniu do Pucka (który ominęliśmy) jazda była coraz trudniejsza ;-)
Właściwie to jazda się skończyła, zaczęło się stanie w korku


Jak widać ludzie wysiadali , dzieci robiły siusiu (nie tylko dzieci, obok drogi rosła wysoka już kukurydza).
Wyprzedzali nas rowerzyści.
 I tak krok za kroczkiem dojechaliśmy do Jastarni mijając zatłoczone Władysławowo, Chałupy i Kuźnicę.
Oczywiście w Jastarni pierwsze kroki skierowaliśmy do portu jachtowego.


W porcie stało mnóstwo pięknych jachtów, no właśnie dlaczego w porcie?
Ładnie było tylko na wodzie, nabrzeże jest bardzo zaniedbane.

Kawałeczek dalej stały kutry.
 Tam właśnie  cumowaliśmy po dobiciu do Jastarni będąc na rodzinnym rejsie małym jachtem z Gdyni chyba w 1988 lub 1989r. Poszliśmy  obejrzeć to miejsce
Wtedy obok nas cumował  jacht Generał Zaruski , było to niedługo po złamaniu masztu na tym jachcie. Gościliśmy nawet kapitana Zdzisława Michalskiego na naszym malutkim jachcie.(Ślubny znał kapitana wcześniej )
No, ale dosyć wspomnień. Portem jachtu Generał Zaruski jest od niedawna Gdańsk.
Teraz to nabrzeże wygląda tak.


Nie  zrobiłam zdjęcia tego co znajduje się po mojej prawej ręce. Wszystkie budynki są bardzo obskurne. Nic nie zachęcało by wejść do tawerny, mimo że byliśmy już bardzo głodni. 

 Weszliśmy w dzielnicę domków jednorodzinnych szukając restauracji. Cisza , uliczki wyglądały jak wyludnione. Piękna pogoda, więc wczasowicze byli na plaży.
To tylko dla nas była pora obiadu, mnie już burczało w brzuchu. Znaleźliśmy w czasie krótkiego spaceru kilka restauracji, ale naszą uwagę przykuła smażalnia ryb "Rebok". Była jeszcze pusta, zaczęła się zapełniać, gdy my już po zjedzeniu smacznie przyrządzonej ryby, sałatek i frytek (tak jak na wczasowiczów przystało) właśnie ją opuszczaliśmy.

Pożegnałam sie z Rybakiem ( Rebokiem) i pojechaliśmy  na sam koniec półwyspu.  Objechaliśmy Juratę i Hel. Wszędzie to samo, taki tłok, że szpilki nie wciśniesz.
Pełno samochodów i ludzi. Robienie zdjęć nie miało sensu.
 Wracaliśmy do domu przez Jastrzębią Górę Karwię tzn nad brzegiem morza. Zahaczyliśmy o Żarnowiec.
My znamy te miejscowości, więc dalsze zwiedzanie odbyło się tylko z samochodu.
 Pojadę tam jeszcze kiedyś, ale w maju, czerwcu lub we wrześniu ;-)

Jutro będzie coś o robótkach ;-)


piątek, 16 sierpnia 2013

Książki !

Najpierw pochwalę się książką otrzymaną od AlicjiAlicja postanowiła w swojej zabawie blogowej poza losowaniem głównym dodatkowo uszczęśliwić trzy dodatkowe osoby. Tak trafiło i na mnie.



Po niemiecku ? Nie szkodzi ;-) Krzyżyki zawsze znaczą to samo.
Napisy zawsze można zmienić  .
Alicjo , dziękuję za list i książkę, jest świetna. Sporo w niej małych wzorów , świetnie zaprezentowanych!
Zwróciliście uwagę na papeterię na zdjęciu? Ja już zapomniałam, że takie śliczne istnieją (tak mało piszę listów).

Skoro o książkach mowa.
Wspomniałam Ślubnemu, że nie wstąpiłam w Jarosławcu do namiotu z  tanimi książkami.
Mówisz, masz, szybki wyjazd i w ulewę kilka dni temu kupiłam książki.
Lubię takie zakupy, chociaż większość posiadanych przeze mnie książek robótkowych jest tylko ozdobą na mojej półce. Oczywiście poza tymi z krzyżykami, drutami i szydełkiem. Reszta jest używana bardzo sporadycznie, najczęściej do poprawy nastroju.
Oglądam i marzę, co kiedyś zrobię, czego się nauczę ;-)
 Hobbystka i marzycielka jestem ;-)


Dokładnie krok po kroku opisane jest jak wykonać daną rzecz. Do tego mnóstwo dokładnych zdjęć.


Może wreszcie zrobię sobie czapkę zakrywającą uszy ;-)

Agnieszko miło mi, że  dopisałaś sie do osób mnie obserwujących;-)

Pojechałam na wieś!





Kto z was zna taką wieś?
To wieś  Swołowo w Krainie w kratę, właściwie to Muzealna zagroda w tej wsi..
 A my byliśmy na festynie z okazji Święta ziół.



Były stragany z ziołami, gdzie można je było kupić w różnej postaci. Degustować soki, przetwory z jabłek. Zjeść uprzednio kupiwszy, zupę z pokrzyw, sałatkę z ziemniaków z rozmarynem, leczo z melisa, grochówkę, żurek, pierogi i pyszne ciasto ;-)
Stały stragany z rękodziełem; glina, szydełko, pięknie ozdobione świeczki. Pani sprzedająca świeczki miała na sobie cudną biżuterię ze skóry, szkoda,że takowej nie sprzedawała ( a może i dobrze, bo pewnie byłaby droga).
Było stoisko z Koziej zagrody.

Najwięcej czasu spędziłam przy stoisku

Mikorowa, małej kaszubskiej wsi .

Ślicznie ubrane dziewczyny z chęcią opowiadały o swojej wsi, zapraszały do odwiedzenia jej , zachęcały by przyjechać na dłużej  do jednego z licznych gospodarstw agroturystycznych .

Kupiłam sobie zakładkę. Oczywiście z zasuszonymi ziołami i kwiatami .


Pocopotka j  też będzie do mnie zaglądać, witaj Kobieto kuchenna !

piątek, 9 sierpnia 2013

Pojechałam do Jarosławca!

Tym razem wędrowałam nie ze Ślubnym a z Przyjaciółką.
Z Danusią pojechałyśmy autkiem do Jarosławca, do naszej Koleżanki.
Było cudownie, ale musicie uwierzyć na słowo, bo aparatu żadna z nas nie miała.
Była kawka, ciasto, kieliszeczek świetnej soplicówki  o smaku orzecha laskowego ( ha, ha nie byłam kierowcą), zupa ze świeżego ogórka (tak mi smakowała, że zrobię ją w domu) i spacer po Jarosławcu.

Podczas spaceru wpadłyśmy do niedużego namiotu na wyprzedaż biżuterii - wszystko kosztowało tylko złotówkę sztuka.
Zrobiłam zakupy za całe 20 zł.
Ślubny zapytał; dlaczego tak mało kupiłaś?
Nie wiem, nie odpowiem, trudne pytanie;-)


jutro jak się uda zrobię wyraźne zdjęcia


Nic dzisiaj nie zrobiłam ;-)


Dziękuje za porady w sprawie ubranek na słoiczki. Kilka propozycji bardzo mi się spodobało.
Myślałam jeszcze o transferze, ładnie wyglądałoby logo firmy.
Jeszcze transferu  nie robiłam . Powinnam spróbować!

Edit. Oczywiście byłam w Jarosławcu , pokręciło mi się troszeczkę , pisałam raz Jarosławiec, raż Jastarnia.
to chyba znak,że do Jastarni też muszę po raz kolejny pojechać ;-)

środa, 7 sierpnia 2013

Upalny dzień.

Skasował mi się napisany post, no i dobrze, nikt nie dowie się się jak bardzo wkurzyła mnie dzisiaj rano troska Ślubnego ;-)

W lekko deszczowy poranek pojechaliśmy do  Bobięcina.
Przez całą drogę martwiłam się, że zmoknę, że zmarznę... nie sprawdziło się, było bardzo słonecznie.
Opaliłam dekolt i jedną nogę, mimo że zmieniałam sposób siedzenia na ławce na pomoście nad jeziorem.


Nawlekałam igłę i zakańczałam nitki w kwadracikach babuni .

To chowanie niteczek, to coś czego nie lubi chyba żadna z nas.
Praca postępowała  powolutku, a na koniec gdzieś zgubiłam igłę.

Ślubny na obozie u naszych znajomych jest egzaminatorem ja osobą, która jest tam serdecznie witana.
 Po smacznym obiedzie i świetnej kawce, którymi zostaliśmy poczęstowani Ślubny kupił w ich Tawernie słoiczek żurawiny.




Zawsze staram się pojechać do Andżeliki z jakimś drobiazgiem. Jedziemy do nich znowu 27 sierpnia.
Pomyślałam,że może zrobię jej kilka kapturków na słoiki z tą żurawiną.
Poradźcie, może dorobić tylko koronkę, może doszyć koronkę lub zrobić kapturki na szydełku ?
Jestem bardzo zarobiona, więc proszę o  proste, szybciutkie w wykonaniu pomysły ;-) 

Wczoraj był dzień TUSALowy, kolejny nów.



Nie dbam o zapełnianie mojego słoika.
Niteczki w kwadracikach babuni są dokładnie zakończone, resztki  które dziś ucinałam porywał wiatr.

Jedna pani, drugiej pani... W ten sposób poznałam (na razie tylko blogowo) Beatę, która pisze blog i dodatkowo swoją wiedzą i pasją zaraża panie z Dobrodzieja . Zapowiada sie, że na początku września poznam ją i może inne babeczki tak samo chętne poznawania różnych dziedzin rękodzieła jak ja ;-)
Beata jest koleją osobą, która mnie podgląda , witaj Beato!